Czas nieubłagany

20120518-211001.jpg

Czas pędzi nieubłaganie i właśnie mijają trzy miesiące od mojego ostatniego wpisu. Powinnam się wstydzić, ale jakoś nie mogę.
A w ciągu tych trzech miesięcy skończył się remont kuchni trwający dwa miesiące, plac za oknem też już piękny i skończony. A ja byłam wykończona. Remontem, niedosypianiem i nielubianą pracą. Teraz wstępują we mnie nowe siły, bo po remoncie sypiam lepiej i pracy też już nie mam. Dlaczego? Bo zrezygnowałam. Nadszedł czas na zajęcie się powodem moich studiów. Teraz też skupiłam się wyłącznie na studiach i nauce, bo semestr się kończy i zaraz egzaminy. Roboty mam po uszy, ale mimo to czuję wewnętrzny spokój. Będzie dobrze, dam radę. Zresztą wyjścia nie mam.

Ostatnio namiętnie piekę ciasta i ciasteczka, w ramach przerw w nauce i radości z działającego piekarnika. Czym by się tutaj pochwalić? Może zebrą? Wyszła piękna. I pyszna.

20120520-193427.jpg

Prace remontowe

Po dwóch tygodniach przerwy, spowodowanej śniegiem i mrozem, ruszyły na nowo prace remontowe za oknem. Plac nadal nie nabrał żadnego konkretnego kształtu, ale przynajmniej coś się dzieje.

Dzieje się również u nas w domu. Remont kuchni. Przez ostatnie dwa tygodnie kuchnia przeszła różne fazy, ja zresztą też. Zaczęło się wywalaniem szafek i kafelków, poprzez kucie ścian, na których zagnieździła się wilgoć, poprzez coś dziwnego w kolorze żółtym:

aż wreszcie dotarliśmy do stanu ścian gotowych do malowania i kafelków na podłodze, które zostały zaakceptowane przez Alice:

Dzisiaj rano przywieźli szafki, tylko na razie ściany jeszcze są mokre i nie można malować, a co za tym idzie nie można zainstalować szafek. Na szczęście podłączyliśmy wczoraj zmywarkę i już nie musimy zmywać w łazience. Największym problemem podczas remontu kuchni jest gotowanie i zmywanie. Pewnie, że można zamawiać jedzenie i chodzić do restauracji, ale po pewnym czasie ma się ochotę na domowe jedzenie. Ten problem udało nam się dosyć szybko rozwiązać dzięki Big Green Egg. Teraz A. przyrządza pyszne obiady na balkonie, przy czym ma wielką radochę.

Big Green Egg w akcji

Jak już wcześniej wspominałam ja też przeszłam różne fazy związane z remontem kuchni. Zaczęło się od podekscytowania, no bo przecież nowa kuchnia i nowy piekarnik, i będę znowu mogła piec ciasta i scones i inne cuda ciastowe. Potem przyszło zmęczenie spowodowane hałasem i niewyspaniem, a przez to dużo mniej radości z powodu nowej kuchni. Obecnie osiągnęłam fazę zniecierpliwienia. Mam dosyć obcych ludzi w domu, wszechobecnego białego pyłu, sprzętów kuchennych w kartonach i wiecznego niewyspania. Nie mogę się doczekać nowej kuchni i spokoju. Podczas innych ewentualnych remontów chyba się będę musiała wyprowadzić, albo planować je na czas naszych wakacji.

Ja: Morza szum…

Czas laby powoli dobiega końca i dobrze, bo zaczyna mnie nosić. Dzisiaj już nie mogłam dłużej usiedzieć w domu, więc wskoczyłam na rower i, pomimo mrozu i zimnego wiatru, popedałowałam na plażę.

Tak, tak. Na zwykłym rowerze miejskim bez przerzutek i innych bajerów. Byłam bardzo z siebie dumna, szczególnie, że w drodze powrotnej miałam pod wiatr. Warto było się zmęczyć, bo na plaży było pięknie i spokojnie. Pospacerowałam sobie i przemyślałam parę spraw. Przewiało mi głowę i wróciłam z zapasem energii oraz pozytywnych myśli. Po powrocie wskoczyłam do gorącej kąpieli, żeby się rozgrzać. Muszę przyznać, że już dawno tak nie zmarzłam.

Czyż morze i plaża nie są piękne zimą? Jako dziecko zimą zawsze jeździłam w góry. Tylko raz byłam zimą nad morzem i do tej pory pamiętam jak mi się morski krajobraz podobał o tej porze roku. Morze zimą ma w sobie coś tajemniczego, może dlatego, że plaża jest pusta i słychać tylko szum fal?

 

Ja: Spokój

Po raz pierwszy od tygodnia nie zostałam obudzona o 7 rano odgłosem wyburzania muru. Obudziłam się o 8:45 zdziwiona, że jest tak cicho. Moją pierwszą myślą było: “Pewnie jest dzisiaj jakieś święto i chłopaki mają wolne”. Okazuje się, że chłopaki pracują, ale wyburzyli już taki kawał placu przed moim domem, że przyszedł czas na wywózkę gruzu. I dzięki temu mogłam się niespodziewanie wyspać. Mieszkam przy placu, który gmina postanowiła zmienić i upiększyć. Niestety wiąże się to z ogromną ilością hałasu powodowanego wyburzaniem betonowej trybuny i murków otaczających boisko. Panowie zaczynają pracę o 7 rano i od razu biorą się konkretnie za robotę. Plac wygląda obecnie jak jedno wielkie gruzowisko i daje nadzieję na rychłą zmianę widoku.

Poza hałasami zza okna zapanował u mnie spokój. Egzaminy na studiach zdane, a zajęcia drugiego semestru zaczynynają się dopiero 8 lutego. W pracy mało godzin, bo styczeń jest zawsze spokojnym miesiącem i tym sposobem mam nagle kilka dni wolnego, a ostatnio nawet cały tydzień się uzbierał. Powoduje to u mnie dziwne poczucie, że o czymś zapomniałam, coś miałam na pewno do zrobienia, tylko co? Odkąd zaczęłam studia, półtora roku temu, nie miewam tyle wolnego. Tak to jest jak się zachciewa studiować na stare lata. :) Drugi semestr nadciąga wielkimi krokami, więc cieszę się wolnością póki mogę i nadrabiam zaległości czytelnicze.

Ja: Dżemowo

Jeszcze przed świętami, w ramach relaksu i oderwania się od nauki, zrobiłam dżem gruszkowy z wanilią. Jest bardzo smaczny i ślicznie wygląda, taki piegowaty.

Wczoraj dostałam mój prezent gwiazdkowy od A. Tak, dopiero wczoraj. Przed świętami nie mieliśmy czasu na kupowanie prezentów, a poza tym ja nie miałam do tego głowy w związku z końcem semestru. Wczoraj poszliśmy więc do sklepu i kupiliśmy sobie prezenty gwiazdkowe. Mój to specjalny garnek, a raczej kociołek do dżemów.

Prezent spodobał się też bardzo naszym kotom:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ja od razu go wypróbowałam robiąc dżem dyniowy z wanilią. Wyszedł pyszny. Na zdjęciu dobrze nie widać, ale też ma piegi, tak jak gruszkowy. Poza tym ma piękny pomarańczowy kolor. Jak patrzę na te słoiki to się zastanawiam dlaczego producenci przetworów dodają chemiczne barwniki. Przecież naturalne kolory są takie wyraziste.

Obydwa przepisy wzięłam z książki, którą kupiłam podczas październikowego pobytu w Anglii, “100 jams, jellies, preserves & pickles” Glorii Nicol.

Ja: Poświątecznie

A raczej prawie poświątecznie, bo święta jeszcze oficjalnie trwają. Pierwsza Wigilia mojego męża za nami. Było wspaniale, atmosfera była bardzo rodzinna i wesoła. Mój dzielny małżonek spróbował wszystkich dwunastu potraw, chociaż mu mówiłam, że nie musi. Bardzo jestem z niego dumna.

A Warszawa, moje kochane miasto, wyglądała pięknie. Oświetlony Trakt Królewski wywoływał uśmiech na mojej twarzy. Choinka na Placu Zamkowym (na zdjęciu powyżej) była w tym roku w kolorze fioletowym. Lubię taką świąteczną Warszawę, wprowadza mnie w odpowiedni nastrój wigilijny. I nawet tłumy w sklepach nie potrafiły zepsuć mi humoru. A teraz, już w domu, odpoczywamy po jedzeniowo-podróżniczym szaleństwie ostatnich czterech dni. Dzisiaj dzień kanapowo-książkowy. Mój ulubiony.

Ja: Święta

20111224-113905.jpg

Wesołych Świąt!

Przyleciałam do Polski na Wigilię i nawet mojemu mężowi udało się dotrzeć. To jego pierwsza Wigilia. Jestem ciekawa jak mu się spodoba.

Ik: Kerst

20111224-113634.jpg

Prettige Kerstdagen allemaal!

Ja: Czas

A raczej jego brak. Na początku tego roku obiecywałam sobie, że będę więcej i częściej pisać na blogu. Koniec roku nadciąga nieubłaganie, a większej ilości wpisów nie widać. Tak to właśnie jest z tymi noworocznymi postanowieniami. Niestety męczy mnie chroniczny brak czasu. Tak to jest jak się człowiekowi studiowania zachciewa. Studia pochłaniają większą część mojego czasu, poza tym muszę chodzić do pracy, nie ma lekko. I tak każdą wolną chwilę poświęcam na naukę, zadania domowe i inne atrakcje związane z obowiązkami szkolnymi. Nie zrozumcie mnie źle, ja nie narzekam. Ja się tylko tłumaczę, głównie przed samą sobą. Jeszcze tylko muszę wytrwać do końca semestru i potem już powinno być lepiej. Najcięższy okres będzie za mną, zakładając, że zdam wszystkie egzaminy.
Na szczęście udaje mi się znaleźć czas na czytanie książek. Nie tyle ile bym chciała, ale wystarczająco, żeby zapobiec marudzeniu. Bo ja jak nie czytam to marudna się robię. Na szczęście uniwersytet jest w Amsterdamie i pracuję na lotnisku i dojeżdżam komunikacją miejską, więc mogę czytać w podróży.
Jesień, do tej pory, traktuje nas łagodnie. Jest chłodno, ale często słonecznie. I pomyśleć, że w zeszłym roku o tej porze leżał w Holandii śnieg. Mam nadzieję, że zima nas oszczędzi w tym roku. Niestety w Holandii nie znana jest idea odśnieżania chodników, co oznacza, że chodzi się po kilkucentymetrowej warstwie lodu próbując utrzymać pionową pozycję i wszystkie kończyny w całości. Mam nadzieję, że w tym roku Pani Zima ominie Holandię. A przynajmniej nie będzie dmuchać śniegiem w naszym kierunku. Szkoda, że tutaj, w płaskim kraju, nie ma górali coby nam coś przepowiedzieli. No cóż nie pozostaje nam nic innego jak poczekać i zobaczyć, a na razie cieszyć się piękną jesienią.

Ja: Wsi radosna, wsi wesoła

Jesień jest piękna na angielskiej wsi, która dla mnie jest stereotypem wsi. Zawsze mówiłam, że jestem miastową dziewczyną, teraz zaczynam się zastanawiać czy przypadkiem coś się nie zmieniło. Doceniam ciszę i spokój jakie daje życie poza miastem. Może kiedyś się przeniesiemy, kto wie. A teraz zostawiam was z pięknymi widokami.

 

Follow

Get every new post delivered to your Inbox.