Barcelona

W Barcelonie spędziłam trzy tygodnie. Nie na wakacjach tam byłam jednakże, pojechałam na kurs językowy. Kurs języka katalońskiego, który był zorganizowany przez Instytut Ramon Llull i Uniwersytet Barceloński. Kurs był świetny, na lekcjach z języka poprawiłam swoją tegoż znajomość, a na zajęciach z kultury dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy o Barcelonie oraz kulturze, historii i literaturze katalońskiej. Zajęcia odbywały się w pięknym, historycznym budynku Uniwersytetu Barcelońskiego jak i w terenie. Uczyłam się w takich oto okolicznościach przyrody:

Uni BCN

Generalnie, poza zorganizowanymi wycieczkami po Barcelonie, nie zwiedzałam miasta, atrakcje turystyczne są mi więc nadal nieznane. Nic nie szkodzi, bo w ramach rozwijania umiejętności językowych chciałabym się jeszcze wybrać w tym kierunku. Poza tym zwiedzanie nie jest przyjemne bez mojego kochanego A. Następnym razem pojedziemy we dwoje i wtedy Barcelona  na pewno będzie piękniejsza, a ja nabiorę większej ochoty na zwiedzanie.

W ramach zachowań turystycznych jak i oderwania się od głośniej i zatłoczonej Barcelony wybrałam się, razem z dwoma innymi studentkami, na jednodniową wycieczkę do Girony. To była przemiła odmiana. Spokojne, ciche miasto z przepiękną starówką było dokładnie tym, czego nam było potrzeba.

Girona

Moja następna wizyta w Barcelonie nie będzie na pewno w środku lata. Pomijam tłumy turystów odbierające przyjemność zwiedzania. Problemem nie jest też upał, problemem jest wszechobecna klimatyzacja. Po tygodniu nagłych zmian temperaturowych mój organizm odmówił posłuszeństwa i dwa kolejne tygodnie chodziłam kaszląca i zasmarkana. Nigdy nie byłam fanką klimatyzacji, a w Barcelonie ją znienawidziłam. Różnice temperatur były ogromne, z 30°C wpadało się do 18°C. To nie mogło się dobrze skończyć. Choróbsko jeszcze mnie nie opuściło i zaczęły mi dokuczać zatoki. Na szczęście w między czasie nastąpiła mała poprawa i mogłam bezpiecznie wrócić do domu (latanie z popsutymi zatokami nie jest wskazane). W domu mam nadzieję dojść do siebie pod czułą opieką A. i kochanych kotów-wariatów.

Żeby nie było, że tylko narzekam na brak kartek i listów a sama nic w tym kierunku nie robię, w ramach przywracania do życia epistolografii wysłałam kilka kartek podczas mojego pobytu w Barcelonie. Mnie bardzo ucieszyła kartka, którą otrzymałam przed wyjazdem od koleżanki (Majeczko, jeszcze raz ślicznie dziękuję) i mam nadzieję, że moje kartki również sprawią ich odbiorcom przyjemność.

Kartki BCN

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s