Subiektywny alfabet emigracyjny: C jak czereśnie

Zdjęcie: kaboompics.com

Zdjęcie: kaboompics.com

Na emigracji można tęsknić za wieloma rzeczami. Można tęsknić za rodziną, przyjaciółmi, spotkaniami przy kawie czy za ukochanymi książkami, których nie zabraliśmy ze sobą. Jednak tęsknota za smakami, których nie możemy znaleźć w nowym kraju, jest chyba najtrudniejsza.

Z rodziną czy przyjaciółmi można pogadać na Skypie, podpatrzeć na Facebooku co się u nich dzieje, zadzwonić lub wysłać wiadomość. Już kiedyś mówiłam, że współczesna emigracja to nie zesłanie. Dzięki mediom społecznościowym i wspaniałej technice, ludzie są w zasięgu ręki.

Smaki natomiast są czasami nie do odtworzenia. Nie tęsknię za wszystkim. W Holandii polskich sklepów jak mrówków. Prawie wszystko można znaleźć. No właśnie, prawie.

Latem tęsknię za czereśniami i objadaniem się nimi do bólu brzucha. Za bobem, bo mrożony to nie to samo. Za dłubaniem w słoneczniku. Że nie wspomnę już o mirabelkach i agreście. Proste smaki, tutaj gdzie mieszkam niedostępne, a tak bardzo mi do nich tęskno. Zimą zapominam, ale latem, kiedy cała Polska fotografuje te smakołyki, zaczynam na nowo targowe poszukiwania.

Może kiedyś, kiedy będę już miała mój dom pośrodku niczego, posadzę sobie w ogrodzie czereśnię, mirabelkę, agrest i słoneczniki. I czarną porzeczkę. I krzewy jeżynowe. I może jeszcze papierówkę.

Jeżeli chcecie poczytać o emigracji z innej, alfabetycznej, perspektywy, zajrzyjcie na blogi moich koleżanek z Klubu Polek na Obczyźnie. Spis znajdziecie tutaj

11 thoughts on “Subiektywny alfabet emigracyjny: C jak czereśnie

  1. Przypomnialas mi o papierów ach, których tutaj faktycznie nie uświadczysz. Rosły u mojej babci na wsi za stodoła, traktowalo się te jabłka per noga, ale jabłecznik z nich był absolutnie pojechany…
    Agrest już zapomniałam, a słonecznik i to dlubanie, to też…
    Szkoda. Ale, tak jak sama piszesz, może kiedyś…

    Liked by 2 people

  2. obserwatore.eu pisze:

    Coś w tym jest, że dopiero gdzieś daleko przychodzi ogromny smak na polskie, lokalne dobrocie i smakowitości. ;) We Włoszech nie ma żurka, kiszonek, ptasiego mleczka, owoców lasu, porzeczek. Niby jest pełno owoców w zamian ale to już nie to kiedy ma się smaka akurat na np agrest. :)

    Liked by 2 people

  3. Pingback: ABC emigracji
  4. Ela pisze:

    Mieszkam w Holandii i mirabelki rosną niedaleko nas. Drzewo stoi przy ścieżce gdzie spacerujemy, za zgodą właścicielki pozbieralam nawet cały worek na kompot. Rodzice tej Holenderki posadzili to drzewo, gdy się urodziła, teraz ma 40lat wiec drzewo jest już naprawdę spore. Może wybierz się na wycieczkę w okoliczne wsie latem, ja u siebie 2 drzewka z mirabelkami wyszukalam 😊

    Liked by 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s